Ponad 1800 członków Diecezjalnej Grupy Modlitewnej św. Ojca Pio rozpoczęło kolejny, piąty rok formacji. 23 września członkowie i sympatycy wspólnoty przeżywali odpust ku czci patrona, św. Pio z Pietrelciny.
Uroczystości odpustowe rozpoczęły się w parafii św. Alberta Chmielowskiego w Zielonej Górze od Różańca. Następnie odbyła się Msza św. pod przewodnictwem i z homilią opiekuna wspólnoty ks. Krzysztofa Hojzera. – To jest ten moment, kiedy masz możliwość pozwolić Bogu na coś niebywałego, aby zaczął przenikać cały twój umysł i serce. Ta dzisiejsza uroczystość, która rozpoczyna nowy rok formacji, jest właśnie tym wielkim pragnieniem, aby Bóg stale mógł to czynić – mówił w homilii ks. Krzysztof Hojer.
– I wierzę mocno, że zostaliśmy powołani do intymnej więzi z Bogiem. Jest to trudna droga, ale myślę, że jedyna. Oznacza bliskie bycie przy Bożym sercu – kontynuował opiekun wspólnoty. – Dziękujemy ci, Ojcze Pio, za to wszystko, co czynisz, i za to, co dzisiaj, i za to, co jutro. Jesteśmy twoimi braćmi i siostrami. Módl się za nas – zakończył słowami modlitwy.
Eucharystię koncelebrowali proboszcz ks. kan. Zygmunt Zimnawoda, nowy wikariusz parafii ks. Mirosław Żadziłko oraz wywodzący się z parafii św. Alberta neoprezbiter Wojciech Lisiewicz, obecnie wikariusz w Strzelcach Krajeńskich. Odpust zgromadził wielu czcicieli św. Ojca Pio.
– Od samego początku uczestniczę w tych nabożeństwach. Pogłębiam tutaj wiarę, jestem we wspólnocie i jest mi po prostu ciężko, kiedy tych nabożeństw nie ma. Tutaj czuję po prostu siłę – mówi zielonogórzanka Lidia Męczywór. – Szukając drogi do Boga, do pogłębienia swojej wiary, odnajduję tu również drogę do drugiego człowieka – mówi z kolei Paweł Stankiewicz z Zielonej Góry.
Podczas Mszy św. ks. Hojzer, który w diecezji pełni także posługę egzorcysty, dokonał obrzędu egzorcyzmowania wody i soli. Zwieńczeniem pierwszego w nowym roku formacji spotkania było nabożeństwo połączone z adoracją i błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem. Na zakończenie kapłan przedstawił członkom wspólnoty i uczestnikom odpustu program piątego roku formacji grupy.
Diecezjalny dzień skupienia Grup Modlitwy św. o. Pio odbył się w parafii p. w. św. Maksymiliana Kolbe w Rytwianach. Udział w nim wzięło blisko 20 grup parafialnych z całej diecezji.
Spotkanie rozpoczęła konferencja pt. „Eucharystia w życiu i duchowości św. o. Pio”, którą wygłosił o. Robert Kozłowski, kapucyn. O. Robert podkreślał, że Msza św. była w centrum życia św. o. Pio. – Eucharystia była centrum życia o. Pio, była dla niego szczególnym czasem łączenia własnego życia i cierpienia z ofiarą Jezusa. Z osobistych przekazów św. o. Pio wiemy, że podczas sprawowania Mszy św. stawał się świadkiem cierpienia Jezusa: biczowania, ukoronowania cierniem czy agonii na krzyżu. Czerpiąc z duchowości świętego o. Pio powinniśmy nieustannie dbać o nasze przygotowanie i przeżywanie Mszy św. Eucharystia nie może stać się dla nas rutyną, ale czasem wejścia w głębię męki i ofiary Jezusa – mówił prelegent.
„Spierał się z Darwinem, Freudem, Marksem i Szatanem. Nacierał uszu demokratom za lekceważenie demokracji, ganił kapitalistów za chciwość, a cały Zachód za to, że dawał komunizmowi szansę na rozwój przez lekceważenie własnej wiary chrześcijańskiej” – tak Fultona Johna Sheena scharakteryzowano w magazynie Time.
Na początku lat 50. XX wieku amerykańska telewizja wchodziła w swój złoty wiek, który trwał kolejne dwie dekady. Nigdy wcześniej ani nigdy później telewizja nie wpływała tak znacząco na kulturę i sposób życia zwykłego Amerykanina. Srebrny ekran kształtował to, jak społeczeństwo postrzegało rodzinę, miłość, politykę i inne aspekty życia – nawet normy społeczne. Telewizja stała się w pewnym sensie medium „totalnym”, formując amerykańskie umysły bardziej, niż współcześnie czyni to internet. Powstające wówczas seriale i programy były starannie produkowane, miały dobrze napisane scenariusze, wybitnych aktorów i reżyserów, dominowała jednak wśród nich tematyka rozrywkowa – z jednym wyjątkiem. Nowojorski biskup, który wytykał Amerykanom grzech, mówił im o obowiązkach wobec Boga i rodziny, ganił komunistów i z chrześcijańską miłością modlił się na antenie za Hitlera i Stalina, gromadził każdego tygodnia przed odbiornikami miliony widzów. Był to paradoks tamtych czasów, że z najpopularniejszymi programami rozrywkowymi mógł konkurować pod względem oglądalności tylko katolicki biskup. Fulton John Sheen stał się swego rodzaju telewizyjnym celebrytą, a w 1952 r. otrzymał nawet Nagrodę Emmy – telewizyjnego Oscara – dla „Najbardziej Wybitnej Osobowości” srebrnego ekranu. Jego audycje i książki były rozchwytywane nie tylko przez katolików. Również dziś, ponad cztery dekady od jego śmierci, książki bp. Sheena błyskawicznie znikają z księgarskich regałów. Jak osoba ta zdobyła rozgłos? Dlaczego bp Sheen nadal jest tak popularny, również w Polsce?
„Spierał się z Darwinem, Freudem, Marksem i Szatanem. Nacierał uszu demokratom za lekceważenie demokracji, ganił kapitalistów za chciwość, a cały Zachód za to, że dawał komunizmowi szansę na rozwój przez lekceważenie własnej wiary chrześcijańskiej” – tak Fultona Johna Sheena scharakteryzowano w magazynie Time.
Na początku lat 50. XX wieku amerykańska telewizja wchodziła w swój złoty wiek, który trwał kolejne dwie dekady. Nigdy wcześniej ani nigdy później telewizja nie wpływała tak znacząco na kulturę i sposób życia zwykłego Amerykanina. Srebrny ekran kształtował to, jak społeczeństwo postrzegało rodzinę, miłość, politykę i inne aspekty życia – nawet normy społeczne. Telewizja stała się w pewnym sensie medium „totalnym”, formując amerykańskie umysły bardziej, niż współcześnie czyni to internet. Powstające wówczas seriale i programy były starannie produkowane, miały dobrze napisane scenariusze, wybitnych aktorów i reżyserów, dominowała jednak wśród nich tematyka rozrywkowa – z jednym wyjątkiem. Nowojorski biskup, który wytykał Amerykanom grzech, mówił im o obowiązkach wobec Boga i rodziny, ganił komunistów i z chrześcijańską miłością modlił się na antenie za Hitlera i Stalina, gromadził każdego tygodnia przed odbiornikami miliony widzów. Był to paradoks tamtych czasów, że z najpopularniejszymi programami rozrywkowymi mógł konkurować pod względem oglądalności tylko katolicki biskup. Fulton John Sheen stał się swego rodzaju telewizyjnym celebrytą, a w 1952 r. otrzymał nawet Nagrodę Emmy – telewizyjnego Oscara – dla „Najbardziej Wybitnej Osobowości” srebrnego ekranu. Jego audycje i książki były rozchwytywane nie tylko przez katolików. Również dziś, ponad cztery dekady od jego śmierci, książki bp. Sheena błyskawicznie znikają z księgarskich regałów. Jak osoba ta zdobyła rozgłos? Dlaczego bp Sheen nadal jest tak popularny, również w Polsce?
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.