Reklama

Niedziela w Warszawie

Święci z sąsiedztwa (III)

Chłopak z Powiśla

W jednej z najuboższych dzielnic dorastał człowiek, którego pracowitość i głęboka wiara prowadziły ku pełni oddania Bogu. Feliks Ducki, późniejszy br. Symforian, przeszedł drogę od rzemieślniczego podwórka po męczeństwo w Auschwitz.

Niedziela warszawska 28/2026, str. V

[ TEMATY ]

Auschwitz

Feliks Ducki

Wojciech Bobrowski

Bł. Feliks Ducki i Kościół Kapucynów przy ul. Miodowej

Bł. Feliks Ducki i Kościół Kapucynów przy ul. Miodowej

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Powiśle nie cieszyło się dobrą sławą. Bolesław Prus w „Lalce” opisał je słowami: „chory, dziki kąt.” i „płat ziemi nadrzecznej, zasypany śmieciem z całego miasta”.

Właśnie tam 10 maja 1888 r. urodził się Feliks Ducki, syn ślusarza. Mieszkał w kamienicy przy ul. Solec, przy której stoi Kościół Świętej Trójcy, w którym go ochrzczono. Ukończył szkołę podstawową, dorastając wśród rzemieślników – kowali, brukarzy, lakierników – wcześnie poznał ich pracę.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Droga zakonna

Kiedy miał 20 lat pierwszy raz zetknął się z Zakonem Braci Mniejszych Kapucynów, którzy na krótko osiedlili się na Powiślu. W styczniu 1918 r. zakonnicy odzyskali skasowany przez Rosjan klasztor przy ul. Miodowej, wówczas trzydziestoletni już Feliks do nich dołączył.

Nazywał siebie „długoletnim kandydatem do zakonu”. W czerwcu 1918 r. rozpoczął okres próbny. Od początku wykazywał się niezwykłą zaradnością, uczestnicząc w organizacji życia klasztornego w skrajnie trudnych warunkach wojennych.

Nowicjat rozpoczął 19 maja 1920 r. w Nowym Mieście nad Pilicą, otrzymując imię Symforian, a już po roku złożył pierwsze śluby zakonne. Następne lata spędził w klasztorach w Warszawie oraz Łomży. Śluby wieczyste złożył 22 maja 1925 r.

Reklama

W zakonie pełnił funkcje kucharza, zakrystiana i opiekuna chorych. Pracował też jako kwestarz, zbierając ofiary na budowę warszawskiego klasztoru i męskiego gimnazjum w Łomży. W pamięci współbraci zapisał się jako człowiek pracowity, silny, a jednocześnie biegły w pracach ręcznych. Br. Symforian cechował się naturalną prostotą, towarzyską ogładą, życzliwością i głębokim duchem modlitwy.

Męczeństwo i beatyfikacja

Po wybuchu II wojny światowej troszczył się o aprowizację klasztoru i pomoc potrzebującym. 27 czerwca 1941 r. został aresztowany przez Gestapo wraz z 21 współbraćmi i osadzony na Pawiaku. Po ponad dwóch miesiącach trafił do niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz. Mimo wycieńczenia ciężką pracą fizyczną, mężnie znosił głód i obozowe szykany.

W marcu 1942 r. przeniesiono go na blok śmierci w Brzezince. Miesiąc później SS-mani i strażnicy obozowi rozpoczęli tam bestialską egzekucję – bijąc więźniów pałkami.

Br. Symforian odważnie wyszedł przed morderców, czyniąc nad nimi znak krzyża i głośno polecając Bogu konających. Skatowany kijem przez blokowego, podniósł się z ziemi i powtórzył gest błogosławieństwa, po czym został śmiertelnie uderzony.

Jego bohaterska śmierć przerwała masakrę, ratując życie ok. 15 więźniom. Ciało męczennika spalono w krematorium. Jego symboliczny grób znajduje się na Cmentarzu Bródnowskim (69E-5-2/3).

13 czerwca 1999 r. br. Jan Paweł II ogłosił br. Symforiana Duckiego błogosławionym w grupie 108 polskich męczenników II wojny światowej.

2026-07-07 09:57

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Odrzucona Ewangelia nie przestaje być Ewangelią

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Hiob woła do przyjaciół o litość, „bo ręka Boga mnie dotknęła”, a zaraz potem wypowiada pragnienie, które dla prawnika brzmi jak żądanie utrwalenia dowodu: „oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone, rylcem żelaznym i ołowiem na skale wyryte na wieki”. Człowiek, któremu współcześni odmówili racji, apeluje do trybunału przyszłości. Skoro proces doczesny jest nie do wygrania (zob. glossę na 30 IX), niech przynajmniej akta przetrwają. Pismo utrwalone na skale to w starożytności forma najtrwalszej publikacji, jak inskrypcja królewska. Hiob chce, by jego sprawa nie umarła razem z nim. Wtedy, z samego dna, wyrywa się zdanie, które przerosło całą księgę: „lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni”. Hebrajskie goel oznacza krewnego-mściciela, wykupiciela, tego, kto z mocy prawa rodowego wykupywał krewnego z niewoli, odzyskiwał jego ziemię i ujmował się o jego krew (por. Kpł 25; Rt 4). Hiob, opuszczony przez wszystkich, wyznaje, że ma jeszcze jednego Krewnego, który wstanie „jako ostatni”, dosłownie jak ten, kto w procesie zabiera głos na końcu i rozstrzyga. Wulgata przełożyła śmiało: Scio enim quod redemptor meus vivit, i tak te słowa weszły do liturgii za zmarłych, gdzie Kościół śpiewa je nad trumnami do dziś. „Ja sam Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty”. Tekst hebrajski jest w szczegółach ciemny i tłumacze biedzą się nad nim od wieków, ale kierunek nadziei jest jasny. Hiob spodziewa się zobaczyć Boga po swojej stronie. Chrześcijańska lektura od czasów Ojców słyszała tu przeczucie zmartwychwstania. Dzisiejsza patronka, Teresa z Lisieux, przeszła pod koniec życia własną noc wiary, próbę ciemności, o której mówiła, że siedzi przy stole niedowiarków. Właśnie w tej nocy powtarzała akt ufności. Mała droga i wielka skarga Hioba spotykają się w jednym punkcie. Ufność jest decyzją miłości podjętą w ciemku.
CZYTAJ DALEJ

Bp Mendyk na pogrzebie ks. Wojciecha Draba: niech śmierć tego kapłana zaowocuje modlitwą o nowe powołania

2026-10-01 17:06

[ TEMATY ]

pogrzeb

bp Marek Mendyk

diecezja legnicka

ks. Wojciech Drab

Karol Porwich/Niedziela

Bp Marek Mendyk

Bp Marek Mendyk

- Śmierć tego kapłana niech zaowocuje naszą serdeczną modlitwą o nowe powołania. Tak bardzo nam potrzeba ofiarnych, pełnych poświęcenia i gotowych na ofiarę księży - mówił bp Marek Mendyk podczas pogrzebu ks. kan. Wojciecha Draba. Uroczystości odbyły się 1 października w kościele Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Kątach Wrocławskich. Po Mszy św. ciało kapłana zostało odprowadzone na miejscowy cmentarz.

Mszy św. pogrzebowej przewodniczył biskup świdnicki Marek Mendyk. Ks. Wojciecha Draba, który 21 września zginął w wypadku motocyklowym, żegnały tłumy duchownych i wiernych.
CZYTAJ DALEJ

Kard. K. Krajewski: swoje małe czyny dokonuj z miłością!

2026-10-02 06:46

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks. Paweł Kłys

Kard. Konrad Krajewski w łódzkim Karmelu

Kard. Konrad Krajewski w łódzkim Karmelu

– Moim zadaniem jest tylko Go nie zasłaniać. Moim zadaniem jest wynieść Go z tej świątyni i zanieść Go do codziennego życia, a te małe moje czyny dokonywać z miłością – mówił kard. Konrad Krajewski podczas odpustu ku czci św. Teresy od Dzieciątka Jezus w łódzkim Karmelu.

W liturgiczne wspomnienie św. Teresy od Dzieciątka Jezus w klasztorze Sióstr Karmelitanek Bosych w Łodzi odbyły się uroczystości odpustowe ku czci patronki wspólnoty. Sumie odpustowej w kościele klasztornym przewodniczył i homilię wygłosił kard. Konrad Krajewski, metropolita łódzki.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję