Reklama

Historia

Ślubuję ci miłość...

Lato powoli dobiega końca. Najwyższy czas, żeby podjąć trudniejsze tematy. A czy jest coś trudniejszego niż droga do małżeństwa?

2026-08-25 08:41

Niedziela Ogólnopolska 35/2026, str. 32-33

[ TEMATY ]

historia

Biblioteka Narodowa, pl.wikipedia.org

Zaloty, obraz Włodzimierza Tetmajera z 1894 r.

Zaloty, obraz Włodzimierza Tetmajera z 1894 r.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Teoretycznie wszystko jest proste. Chłopak spotyka dziewczynę (lub odwrotnie), zakochują się w sobie i zostają małżeństwem. Ale w rzeczywistości, nawet w dzisiejszych, bardzo bezpośrednich i swobodnych czasach, bardzo trudno jest znaleźć tę drugą, pasującą połówkę. A co dopiero w dawnych wiekach!

Niełatwo być królem

Najgorzej miały rodziny panujących władców. W ich przypadku decydującą rolę odgrywała dyplomacja – związek dwojga ludzi był najczęściej przypieczętowaniem międzynarodowych traktatów i gwarancją ich utrzymania. Trudno tu więc mówić o miłości, a zdrady (oczywiście wyłącznie męskie) były niemalże prawnie usankcjonowane przez jawne utrzymywanie na dworach tzw. faworyt.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Czasem zdarzały się wyjątki, jak małżeństwo Kazimierza Jagiellończyka z Elżbietą Rakuszanką. Emisariusz królewski napisał ostrożnie o kandydatce na narzeczoną, że jest „niepodobna do nikogo (...), a i postać ma różną niż wszyscy ludzie”. Okazała się tak przerażająco brzydka, że król na jej widok uciekł i długo nie opuszczał swoich komnat, chcąc zerwać zaręczyny. Dał się jednak w końcu przekonać i okazało się, że na wiele lat stali się niezwykle zgodną i kochającą się parą, a Elżbieta urodziła Kazimierzowi tyle dzieci, że nazwana została „matką królów”.

Reklama

Podobnie było w rodzinach wielmożów, a później magnatów. Nie do wyobrażenia było, żeby poślubić kogoś o niższej zamożności. Małżeństwo miało służyć pomnażaniu majątków, ziem, ewentualnie skoligaceniu się z bardziej ustosunkowanymi rodami. Uroda czy skłonności uczuciowe nie miały znaczenia. Młodych nie pytano więc o zdanie, bo i po co. Przyszły mąż i tak miał się przede wszystkim sprawdzać na różnych wojnach, a żona – rodzić jak najwięcej dzieci.

Pociąg do „żyznej gleby”

Szlachta miała nieco więcej swobody, ale i tak w końcu decydował majątek. XVII-wieczny pamiętnikarz Jan Chryzostom Pasek, któremu swatano dwie kandydatki, napisał: „Bardziej mi się jednak serce chwytało Śladkowskiej, bo to tam o jej wiosce powiedali, że nie tylko pszenica, ale cybula w polu na kożdym zagonie, gdzie ją wsiejesz, urodzi się; a mnie też bardziej apetyt pociągał ad pinguem glaebam [do żyznej gleby]”.

W mieszczańskich społeczeństwach wybór był większy, ale też możliwość poznania ewentualnego kandydata czy kandydatki była ograniczona, szczególnie dla dziewcząt. Nie miały one najczęściej możliwości wychodzenia gdziekolwiek samotnie, bo nawet krótkie pogawędki z nieznajomymi mogły im popsuć reputację. W tej sytuacji narodziła się instytucja swatki – kobiety, która znała plotki o wszystkich w okolicy, i którą wszyscy znali. Dzięki temu mogła pośredniczyć w kojarzeniu par i brać za to wynagrodzenie. Taką rolę pełni np. Frozyna w molierowskim Skąpcu, Fiokła Iwanowna w Ożenku Gogola czy też Jente w żydowskim miasteczku Anatewka opisanym w Skrzypku na dachu.

Reklama

Na wsi sytuacja była prostsza. Tu ludzie znali się doskonale. Spotykali się często podczas pracy, w kościele czy na zabawach. Wiedzieli o sobie wiele, ale i tak głównym kryterium była zamożność. A kiedy ten warunek już był spełniony, w wyborze kandydatki na żonę najwyżej oceniano bujność kształtów, znamionującą zdrowie i płodność. Sformułowanie „tłusta jak jałowica” było komplementem, podobnie jak przysłowia: „baba gruba chłopa chluba” lub „baba bez brzucha jak garnek bez ucha”. Piękna twarz odgrywała rolę raczej drugorzędną.

Tu jest panna na wydaniu

Gdy rodzice panny decydowali się na wydanie jej za mąż, dom znaczono specjalnymi symbolami. W chłopskich chatach na zewnątrz malowano kropki, zawieszano w oknach wianki lub zatykano na tyczce przed domem wieniec, w szlacheckich natomiast wywieszano przed dworkiem kobierzec. A kiedy już znalazł się kandydat, rodziny wstępnie zgodziły się na małżeństwo, a i młodzi mieli się ku sobie (czasem i to się zdarzało), trzeba było załatwić wszystko oficjalnie i zgodnie z obyczajem.

W tym miejscu inicjatywę przejmował swat (w Polsce kobieta w tej roli przynosiła pecha). Musiał on być mężczyzną ogólnie poważanym, majętnym, a przy tym towarzyskim i wygadanym. Niewielu chyba takich wśród szlachty było, bo wydano drukiem wiele zbiorów wzorcowych mów na tę okazję. Autor jednego z nich Spiżarni aktów rozmaitych, które się przy zalotach, weselach, bankietach, pogrzebach i tym podobnych inszych zabawach świeckich odprawować zwykły wręcz pisze, że adresowany jest do tych, „których abo rozum nadwątlony, abo też czerstwy i zdrowy będąc w przygodzie nagłej i prędkiej, terminu pożądanego dostąpić nie może”. Można było więc nauczyć się na pamięć mowy: „przy przyjeździe w dziewosłęby o pannę prosić”, „przy dziękowaniu za obiecaną pannę”, „przy oddawaniu upominków od pana młodego”, „przy oddawaniu marcypanów”.

W wiejskich chałupach aż tak kwieciste wypowiedzi nie były konieczne. Ważne było, żeby wizyta miała miejsce w czwartek, który był dniem szczęśliwym, i żeby rozpocząć wizytę pytaniem o jałówkę na sprzedaż. Później swat wyciągał gorzałkę i podawał do wypicia rodzicom i pannie. Jeśli wypili, znaczyło, że są przychylni i można rozpocząć negocjacje majątkowe o posagu i wianie. Jeśli kandydat się nie podobał, w środowisku wiejskim najczęściej odmawiano przyjęcia gorzałki, w szlacheckim stawiano na stół czerninę lub gęś w szarym sosie, ewentualnie częstowano arbuzem. Kilka dni po przychylnej odpowiedzi następowały zrękowiny. Teraz pojawiał się narzeczony, który przynosił ze sobą oczywiście gorzałkę, a jej wypicie oznaczało nieodwołalne jego przyjęcie. Czasem w tym momencie pytano nawet pannę o zgodę. Kawaler ofiarowywał jej pierścień, będący symbolem zaręczyn, niekiedy także panna dawała pierścień kawalerowi, a później wszyscy zgodnie i hucznie opijali zaręczyny. Od tej pory kandydat na męża musiał dbać o swój wygląd zewnętrzny, sprawiać pannie prezenty, zapewniać rozrywki. Podczas zabaw musiał tańczyć z nią w pierwszej parze, okazywać na każdym kroku hojność i uprzejmość. Gorliwość w wynajdywaniu różnego rodzaju atrakcji wzrastała proporcjonalnie do posagu adorowanej.

Śluby

Sam akt małżeństwa, w potocznym rozumieniu, dokonywał się przez ceremonialne przeprowadzenie dziewczyny z domu rodzinnego do domu męża, potwierdzone przez wesele w karczmie dla całej wiejskiej społeczności. Kościół od początku traktował małżeństwo jako świętość, dopiero później jako sakrament, ale wiele par nie widziało potrzeby, by robić coś więcej poza pocałunkiem i osobistą wymianą przyrzeczeń. Dopiero w XII i XIII wieku wprowadzono reguły, które z czasem udało się wcielić w życie. Orszak z panną młodą zatrzymywał się więc przed kościołem, gdzie duchowny (wcześniej swat) udzielał błogosławieństwa – w późniejszych wiekach wchodzono już do środka na nabożeństwo. A potem żyli długo i szczęśliwie!

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

MEN: materiały do zdalnej nauki historii na portalu Polskiego Radia

[ TEMATY ]

historia

stock.adobe.com

Ministerstwo edukacji zachęca uczniów i nauczycieli do korzystania z zasobów Polskiego Radia przy zdalnej nauce historii. W serwisie "E-Lekcje historii" Polskiego Radia 24 przygotowano oparty na p[odstawie programowej wybór artykułów i serwisów historycznych.

W związku z epidemią koronawirusa od 12 marca do 26 kwietnia zajęcia stacjonarne w szkołach są zawieszone. Od 25 marca szkoły mają obowiązek kształcenia na odległość.
CZYTAJ DALEJ

Arcybiskup walczy z gitarą? [Felieton]

2026-09-14 16:43

Adobe Stock

W Kościele Katolickim jestem od ponad 30 lat i zawsze wydawało mi się, że jestem zorientowany w tym, co się w nim dzieje. Gdy jednak usłyszałem, że w mojej rodzimej diecezji wydano wytyczne związane z muzyką kościelną, które — jak sugerowała wypowiedź— miałyby wykluczyć schole i zespoły muzyczne.

Moja dociekliwość sprawiła, że zacząłem zgłębiać temat. Okazało się, że wczoraj „Wrocławski Reporter” dotarł do “wiedzy tajemnej” i skrzętnie ukrywanej w Archidiecezji Wrocławskiej i ogłosił: “Nawet na mszach dla młodzieży nie spotkacie już perkusistów. Gitara na pierwszej komunii? Też jest niemile widziana. Takie wytyczne wrocławskiego biskupa trafiły do wszystkich proboszczów we Wrocławiu i okolicach. Metropolita wrocławski abp Józef Kupny wydał je już w ubiegłym roku, ale dopiero teraz dokument został ujawniony publicznie.”
CZYTAJ DALEJ

O duszpasterstwie, relacjach i powołaniu rozmawiali diecezjalni duszpasterze kobiet

2026-09-15 15:03

[ TEMATY ]

kobieta

Adobe Stock

- Jak szczęśliwy staje się świat, Kościół, gdy każdego poranka będziecie mówić Bogu: Dziękuję Ci, żeś mnie tak cudownie stworzył – mówił bp Wiesław Szlachetka podczas spotkania Diecezjalnych Duszpasterzy Kobiet i Liderek Diecezjalnych Wspólnot Duszpasterskich dla Kobiet. Delegat Episkopatu Polski ds. Duszpasterstwa Kobiet przypomniał, że kobiecość jest darem, który może ubogacać Kościół i czynić świat bardziej ludzki oraz przyjazny. W Poznaniu rozmawiano o tym, jak ten dar jeszcze pełniej wykorzystać w duszpasterstwie.

Dwudniowe spotkanie odbyło się w Akademii Lubrańskiego. Wzięli w nim udział przedstawiciele diecezji krakowskiej, sandomierskiej, legnickiej, świdnickiej, poznańskiej, warszawskiej, gdańskiej, płockiej, siedleckiej i łódzkiej. Wydarzenie rozpoczęła adoracja Najświętszego Sakramentu w kaplicy Arcybiskupiego Seminarium Duchownego oraz wspólna modlitwa w intencji liderek duszpasterstw dla kobiet i podejmowanych przez nie działań. Pierwszy dzień zakończyło spotkanie integracyjne i rozmowa o rozwoju duszpasterstwa w Polsce z udziałem Metropolity Poznańskiego, abp. Zbigniewa Zielińskiego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję