Reklama

Rowerem po Podlasiu

W dniach 4-10 lipca br. odbył się Rowerowy Rajd Pielgrzymkowo-Turystyczny: „Sanktuaria Podlasia”. Pomysł tej wycieczki rowerowej zrodził się w grupie młodzieży, która w czasie wakacji chciała wyjechać choć na kilka dni. Zobaczyć coś nowego, nieznanego, doświadczyć nowych sytuacji, ubogacić się. Dla większości z nas był to jedyny wakacyjny wyjazd.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Jako niewielka grupa, bo ośmioosobowa, prowadzona przez naszych dwóch przewodników: ks. Józefa Gierczyńskiego i Katarzynę Niedźwiedź, wyjechaliśmy zwiedzać znane i mniej znane sanktuaria na Podlasiu. Nasi opiekunowie stawili czoła nie lada zadaniu, gdyż mieli pod opieką „niesforną” gromadkę: Anię, Ulę, Asię, Anię, Łukasza, Pawła.
I tak 4 lipca, po Mszy św. odprawionej w naszym sanktuarium w Łazówku, wyruszyliśmy w drogę z niepokojem patrząc w niebo; zaczęło bowiem lekko siąpić. Uznaliśmy to jednak za „pokropienie” na szczęśliwą podróż.
Pierwszy etap był bardzo długi - 81 km - do Konstantynowa. Po drodze zwiedzaliśmy pałac w Korczewie, podziwialiśmy piękną panoramę Drohiczyna, a potem spokojną, leśną drogą zmierzaliśmy w kierunku Serpelic i Kalwarii Podlaskiej. Tu wysłuchaliśmy historii kościoła i po modlitwie ruszyliśmy na upragniony nocleg, gdzie oczekiwał nas ks. Mieczysław.
Drugiego dnia, po nocnej burzy, powitał nas piękny ranek. Po śniadaniu, po modlitwie w kościele, ruszyliśmy na kolejny etap naszej „wędrówki” - droga wiodła do Janowa Podlaskiego. Tu głównym punktem naszego pobytu była kolegiata janowska. Ks. Tadeusz, miejscowy proboszcz, opowiedział nam bogatą historię kościoła i parafii. Dzięki jego uprzejmości zeszliśmy do podziemi świątyni i modliliśmy się przy trumnie bp. Adama Naruszewicza. W kolegiacie są też relikwie św. Wiktora, mogliśmy je ucałować i prosić o wstawiennictwo w naszych potrzebach. Następnie udaliśmy się do słynnej, nie tylko w Polsce, ale na całym świecie stadniny. Zobaczyliśmy mnóstwo pięknych koni, stajnie i rozległe janowskie łęgi.
Pokrzepieni pięknymi widokami ruszyliśmy dalej. Na chwilę zatrzymaliśmy się przy kościele rektoralnym (obecnie w remoncie). Wtedy też doszło do spotkania z drugą grupą zapaleńców, którzy jechali z Rzeszowa do Augustowa - oczywiście rowerami! Po wymianie doświadczeń życzyliśmy sobie nawzajem szczęśliwej drogi i ruszyliśmy każdy w swoją stronę. My kierowaliśmy się na Pratulin do sanktuarium bł. Wincentego Lewoniuka i 12 Towarzyszy. Jechaliśmy dość szybko, po nowej asfaltowej drodze.
W Pratulinie swoją wiedzą podzielił się z nami nasz Ksiądz Przewodnik i oprowadził nas po miejscach związanych z męczeństwem unitów. Niestety nie zastaliśmy Kustosza, który miał na nas czekać i nie było możliwości odprawienia Mszy św. Tu też mieliśmy okazję zobaczyć ołtarz papieski - przewieziony z Siedlec - na którym Ojciec Święty Jan Paweł II sprawował Eucharystię 10 czerwca 1999 r.
Następnym miejscem, które nas zatrzymało był czołg, pomnik przypominający czasy II wojny światowej. Prawie wszyscy wdrapaliśmy się na niego. Poczuliśmy się jak załoga „Rudego”.
Za kilka minut powitały nas Neple, gdzie w maleńkim kościółku, nasz ksiądz odprawił Mszę św. Pokrzepieni Eucharystią ruszyliśmy w kierunku Terespola. Tu był nasz kolejny nocleg. Ks. Ryszard, który sam w przeszłości doświadczał trudów pielgrzymowania, zatroszczył się, abyśmy mieli ciepłą wodę. Po gorącej kąpieli i gorącym posiłku ruszyliśmy na zwiedzanie miasta. Nogi zaniosły nas aż na przejście graniczne. Panowie celnicy wykazali ogromną wyrozumiałość dla naszej grupy, bo pomimo późnej pory oprowadzili nas po przejściu i opowiedzieli o swojej pracy, chętnie udzielając odpowiedzi na zadawane pytania. Było już bardzo późno kiedy dotarliśmy na miejsce odpoczynku. Wszyscy marzyli tylko o tym, aby jak najszybciej zasnąć.
Trzeci dzień naszego pielgrzymowania rozpoczęliśmy od zwiedzania kościoła parafialnego. Jego cechą charakterystyczną jest to, że składa się on jakby z dwóch kościołów: starego i nowego. Całość została ładnie rozbudowana i teraz stanowi ogromny, przestrzenny obiekt. Po porannej modlitwie, w tejże świątyni, udaliśmy się na ogromną wieżę kościoła. Samo wchodzenie może nie należało do najprzyjemniejszych doświadczeń, ale było warto. Widok jaki roztaczał się z góry na cały Terespol i Brześć, na piękną panoramę okolicy wynagradzał wszelkie trudy i napawał optymizmem przed czekającą nas drogą, dziś krótką, bo tylko 25 km. Jeszcze pamiątkowe zdjęcie na granicy miasta i skierowaliśmy się w stronę Kostomłotów.
Jest to jedyna w Polsce parafia unicka. Wysłuchaliśmy barwnie opowiedzianej historii parafii, dowiedzieliśmy się o różnicach obrządku rzymsko- i greckokatolickiego. Pooglądaliśmy piękne ikony, a nawet mogliśmy zajrzeć za ikonostas, który zwykle nie jest dostępny, zwłaszcza dla kobiet. W Kostomłotach spotkaliśmy grupę ludzi niepełnosprawnych, którzy wraz ze swymi opiekunami byli tu na „obozie”.
Przed nami ostatni odcinek jazdy na dziś. Szybko mkniemy do Kodnia, do Matki, by u Jej stóp prosić o łaski potrzebne dla nas i dla naszych rodzin. Jest jeszcze jeden powód dla którego jedziemy tak śpiesznie - dziś śpimy na łóżkach! Po zakwaterowaniu poszliśmy na obiad do klasztornego baru (kanapki trochę nam się przejadły). Po obiedzie zwiedziliśmy bazylikę Matki Bożej i wysłuchaliśmy historii Kodnia opowiedzianej przez Ojca Przewodnika. Potem udaliśmy się na Kalwarię, zwiedziliśmy kościół Świętego Ducha i odprawiliśmy Drogę Krzyżową. Uczestniczyliśmy w wieczornej Mszy św. w bazylice, zakończonej Apelem. Wieczór był jeszcze długi, wykorzystaliśmy go maksymalnie: kolacja, lody i krzyżówki - to dopiero był ubaw!
Czwartego dnia, po porannej Mszy św. u Matki Bożej, ruszyliśmy do Jabłecznej. Zwiedziliśmy kościół rzymskokatolicki i prawosławny monastyr. Tamtejszy mnich opowiedział nam ubarwioną historię miejsca. Wysłuchaliśmy go w cerkwi, obejrzeliśmy bardzo bogate wnętrze i piękne ikony. Poszliśmy też nad Bug, podziwiając wspaniałe dęby, które królowały nad okolicą.
Następnie dotarliśmy do Romanowa, w którym znajduje się Muzeum Józefa Ignacego Kraszewskiego. Pani przewodnik ciekawie opowiedziała nam jego biografię. Zobaczyliśmy wnętrza i rzeczy które miały bezpośredni związek z życiem i twórczością pisarza. Wokół pałacu rozciąga się piękny park, w którym oprócz drzew i kwiatów znajduje się również pałacowa kaplica. Po krótkim odpoczynku wyruszyliśmy na nocleg do Wisznic - rodzinnej parafii Księdza Proboszcza.
Ks. Krzysztof przyjął nas z otwartymi ramionami. Nocowaliśmy na starej plebanii, gdzie jeszcze przed rokiem mieszkały i pracowały siostry albertynki. Wieczór upłynął w miłej i sympatycznej atmosferze przy ognisku i kiełbaskach.
O godz. 6.00 obudziły nas dzwony wołające na Mszę św. Chętnie skorzystaliśmy z tego zaproszenia.
W tym dniu mieliśmy w planach dwa sanktuaria Maryjne: Kolembrody i Leśną Podlaską. Matka Boża z Kolembród przypomniała nam o naszej Pani z Łazówka, obraz jest jakby podobny i też jest to Matka Boża Pocieszenia. Natomiast Leśna to ogromne sanktuarium, z Matką Bożą, która przed wiekami ukazała się na gruszy i króluje po dziś dzień. Przewodnik ciekawie opowiedział bogatą historię, pełni nadziei wysłuchaliśmy jej, a potem udaliśmy się do źródełka. Jeszcze modlitwa różańcowa, która towarzyszyła nam każdego dnia o różnych porach - i ostatni trudny etap, pod wiatr, na nocleg do Kornicy. Nocujemy w szkole, w sali gimnastycznej. Ks. Józef, miejscowy proboszcz, uznał, że będzie nam tam wygodniej niż w salce katechetycznej. Miał rację!
Ostatniego dnia naszej wyprawy byliśmy w Szpakach - sanktuarium św. Józefa. Tu została odprawiona Msza św. dziękczynna za całą naszą grupę. Potem, ks. Krzysztof zaprosił nas na kanapki i herbatę na plebanię. Po drodze do domu odwiedziliśmy jeszcze parafie w Niemojkach i w Przesmykach. Ostatnim miejscem na trasie było sanktuarium Matki Bożej Pocieszenia w Hołubli. Tego dnia przejechaliśmy najwięcej, bo 90 km.
Podczas całego rajdu pogoda bardzo nam sprzyjała, była odpowiednia do jazdy rowerem. Wiatr i słońce zostawiły nam pamiątkę na skórze, na początku dosyć bolesną. Do domu wróciliśmy opaleni i zadowoleni.
Nasze noclegi będą chyba najmilej wspominane. Co się wtedy nie działo! Spaliśmy na podłogach, mając do dyspozycji karimaty i śpiwory - pełen komfort. Jednak były też luksusy: w Kodniu wygodne łóżka, a w Kornicy grube, szkolne materace.
Wieczory mijały nam bardzo miło, ubogacone w ogniska w Konstantynowie i Wisznicach. Tu mieliśmy słodką niespodziankę. Na deser były pączki i wafle, a także czereśnie. Te spotkania jeszcze bardziej zacieśniały przyjazną atmosferę. Był też czas, gdy sprawdzaliśmy swoją wiedzę rozwiązując krzyżówki. Zawsze, o każdej porze, towarzyszył nam śmiech, nawet rano jak trzeba było wstawać bardzo wcześnie.
Posiłki były wspólne, może mało urozmaicone, ale za to do syta. Głównie zajadaliśmy bułeczki, ser żółty i pomidory, ale bywało też coś na gorąco. Piliśmy ogromne ilości wody i ratowaliśmy się czekoladą.
W czasie naszego rajdu przytrafiły się nam dwie awarie - przebite dętki. Pierwsza gdy dojeżdżaliśmy do Romanowa. Z tą dziurą poradziliśmy sobie sami, gdy okazało się, że jedna z naszych koleżanek jest wspaniałym „mechanikiem”. Niestety w drodze do Leśnej, w Rogoźnicy, nie było już tak łatwo. W dętce było aż pięć dziur! Okazało się jednak, że wszędzie są bardzo życzliwi ludzie. Wulkanizator zakleił dziury, a w jakimś warsztacie samochodowym przeczekaliśmy ogromną burzę, która nie pozostawiłaby na nas suchej nitki, gdyby nas dorwała. Nasz Ksiądz Przewodnik mówił bardzo często, że jedziemy pod płaszczem Matki Bożej, tej naszej, z Łazówka. Zwłaszcza w takich momentach trudno było nie przyznać mu racji.
Jazda upływała szybko i miło, czasami dziwiliśmy się, że już przejechaliśmy jakiś odcinek. Chociaż pojawiały się górki, których czasem mieliśmy dość, to wszyscy dzielnie pokonywali trasę, narzekając jedynie na „siedzenia”.
I tak bardzo szybko minęło tych kilka dni, musieliśmy wracać do domów. Łącznie przejechaliśmy 400 km. Byliśmy z siebie dumni, że nam się udało: zorganizować, wyjechać i dojechać. Mieliśmy okazję poznać piękne miejsca naszej rodzinnej, podlaskiej ziemi i ludzi, którzy na niej mieszkają. Taka wyprawa zbliża, uczy, ubogaca. Patrząc z perspektywy czasu wszyscy wspominamy naszą przygodę z uśmiechem na twarzy i z niecierpliwością czekamy na kolejny wyjazd.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

2004-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prawie 2 miliony młodych i słowa, które zmieniły historię. 35 lat od Częstochowy '91

2026-08-09 21:34

[ TEMATY ]

ŚDM

Wydawnictwo Zakonu Paulinów, Jasna Góra

Eucharystia na Jasnej Górze w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny 15 sierpnia 1991 r. zgromadziła 1,6 mln młodych ludzi, była sprawowana przez kilkuset biskupów oraz 2,5 tys. kapłanów z całego świata. Przy organizacji i przebiegu ŚDM pracowało kilkanaście tysięcy wolontariuszy w kilkunastu grupach językowych

Czy przydarzy się Kościołowi w Polsce wydarzenie tej miary, co VI Światowe Dni Młodzieży w Częstochowie w 1991 r.? Dwa lata wcześniej były pierwsze wolne wybory, rok wcześniej runął mur berliński. Jak domek z kart rozpadł się system, który unicestwił ponad 120 mln ludzi. Jaki był udział świętego Polaka w tym rozpadzie, dowiemy się zapewne dopiero wtedy, gdy zostaną ujawnione dokumenty tajnych archiwów wielu państw. W pamiętnym roku 1991 Częstochowa stała się duchową stolicą świata. Stolicą dwu płuc: Wschodu i Zachodu. I taki był zamysł niezwykłego Papieża, który pozwolił ponad 200-tysięcznej rzeszy młodych przybyłych z byłych republik radzieckich poczuć się wolnymi. Bo na Jasnej Górze zawsze byliśmy wolni – mówił do nas, Polaków, i tę wolność odczuli młodzi ze Wschodu Europy.
CZYTAJ DALEJ

Najlepszą obroną przed pokusą jest ucieczka

2026-08-06 08:36

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

Agata Kowalska

Wielka jest pokusa próżności. Pokusa bycia sławnym cudzym kosztem. Wspinać się na szczyty kosztem innych. Co czyni zatem Jezus? Jak reaguje? W jaki sposób broni uczniów przed taką pokusą?

Gdy tłum został nasycony, zaraz Jezus przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już o wiele stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny. Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się, myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli. Jezus zaraz przemówił do nich: «Odwagi! To Ja jestem, nie bójcie się!» Na to odezwał się Piotr: «Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie!» A On rzekł: «Przyjdź!» Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, podszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: «Panie, ratuj mnie!» Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: «Czemu zwątpiłeś, człowiecze małej wiary?» Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: «Prawdziwie jesteś Synem Bożym».
CZYTAJ DALEJ

Polskie akcenty w sercu Castel Gandolfo. Niezwykłe miejsce, które trzeba odwiedzić

2026-08-09 20:05

[ TEMATY ]

Castel Gandolfo

Adobe Stock

Przez dekady Castel Gandolfo służyło papieżom jako miejsce letniego odpoczynku i modlitwy. Dziś te wyjątkowe wnętrza są otwarte dla pielgrzymów i turystów z całego świata. Co ciekawe, w pałacowych murach odnajdziemy niezwykle mocne i wzruszające polskie akcenty.

Rezydencja w Castel Gandolfo to miejsce o bogatej historii i szczególnym duchowym klimacie. Przebywali tu m.in. św. Jan XXIII, św. Paweł VI, a także św. Jan Paweł II, dla którego pałac w Górach Albańskich był ucieczką od rzymskich upałów i miejscem spotkań z ludźmi z całego świata.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję