Reklama

Narkomani i różaniec

- Modlitwa różańcowa jest dla mnie jak SMS do Pana Boga. Albo filiżanka mocnej kawy - mówi Artur, który po 12 latach ćpania trafił do wspólnoty Cenacolo. - Wystarczy jedno „Zdrowaś” odmówione z serca: z zaangażowaniem i czystą intencją, a zły nie ma do człowieka przystępu. - To taki duchowy Red Bull - dodaje Grzegorz. - Modlitwa osobista daje dużo pokoju i światła, a różaniec - fizyczną siłę do życia.

Niedziela legnicka 46/2010

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Świadkowie cudu

Międzynarodowa wspólnota Cenacolo to miejsce dla ludzi zagubionych, głównie narkomanów. 1500 osób w pięćdziesięciu domach na całym świecie, w tym w trzech w Polsce. Ponad 75% trafiających tu uzależnionych wychodzi z nałogu. Artur 26 lat, ćpał od 12 roku życia, m.in. marihuanę i heroinę, we wspólnocie od 2, 5 roku, Marek 28 lat, 10 lat brał - jak mówi - wszystko „co było pod ręką”, czyli: kompot, alkohol, amfetaminę, tabletki; we wspólnocie ponad 3 lata i Grzegorz - 36 lat, ćpał przez 9 lat wszystko, co udało mu się dostać, od 8 lat w Cenacolo.

Nie zabiję się sam

Reklama

Wszyscy zgodnie podkreślają, że na początku narkotyki wydają się rozwiązaniem wszelkich życiowych problemów - później są głównym problemem. Marek, jako zakompleksiony czternastolatek przystał do punków, którzy imponowali mu siłą i - jak mu się wtedy zdawało - radością życia. Tu poznał sposób na to, jak się rozluźnić. Po latach zaczęły się problemy z prawem, przymusowe pobyty na odwyku. - Brałem, bo nie potrafiłem odnaleźć się w towarzystwie, zaakceptować innych i siebie, wciąż czułem agresję - mówi Artur. - Pod koniec ćpania chciałem się zabić. Podobnie Grzegorza narkotyki wyciągały początkowo z lęków, depresji, nieśmiałości. Podobało mu się jego nowe „ja” i surrealistyczny świat. Później zaczęły się pogłębiać dawne problemy. - Z czasem zaczynasz czuć potężny lęk, a jedynym rozwiązaniem, jakie znasz, jest wzięcie kolejnej dawki, by móc funkcjonować - wyjaśnia Marek. - I popełniasz kolejny błąd, tłumacząc sobie, że kontrolujesz sytuację i sam dasz radę się z tym uporać.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Narkomana nie oszuka

Reklama

Prawda jest jednak inna. Dopóki narkoman nie doświadczy swojej bezsilności wobec nałogu, tego, że nie potrafi przestać brać, chociaż chce, nie ma szans na wyzdrowienie. Niektórzy starają się wyjść z problemu w ośrodkach terapeutycznych, z pomocą bliskich, wspólnot. Do Cenacolo trafiają często „ciężkie przypadki”, którym tradycyjne środki wychodzenia z nałogu nie pomogły. Na przykład Marek - 4 razy był w szpitalu, 3 razy na odwyku, raz na oddziale psychiatrycznym. Manipulował terapeutami, udawał, że pracuje nad sobą, a po wyjściu znów zaczynał ćpać. Dopiero w Cenacolo jego metoda okazała się nieskuteczna. Narkomanowi nie uda się oszukać drugiego narkomana, bo ten zna wszystkie stosowane na ulicy sztuczki. Na nic zdały się kłamstwa i oszustwa - starsi chłopcy potrafili go przejrzeć i powiedzieć w oczy, jak się zachowuje. Najpierw go to denerwowało, w końcu zaczął się zmieniać. - Po jakimś czasie zauważyłem pewną prawidłowość. Gdy się modlę, mam siły do pracy, do tego, by się przezwyciężyć, być prawdziwym, mieć na twarzy uśmiech, nawet jeśli jest ciężko - wspomina. - I wcale nie chciało mi się kłócić. Przestawałem się modlić i niemal natychmiast czułem wstręt do obowiązków, brakowało siły, by uczciwie przeżyć dzień... - Podobnie z przyjaźniami i pracą - dodaje. - Kiedy zaczynałem rozmawiać z innymi, interesować się ich życiem, otwierać się, stawałem się bardziej naturalny.

Recepta z aniołem w tle

Siostra Elwira zapytana o metodę wychodzenia z nałogu, mówi: Chrystoterapia. Jezus leczy. Nie ma tu chemicznych środków zastępczych, lekarzy ani psychologów, uzależnieni uczą się nie tylko zerwania z nałogiem, ale kształtują cały swój charakter. Przykładem do tego, jak postępować, są starsi stażem chłopcy. A tajemnica wychodzenia z nałogu opiera się na trzech, wspomnianych już przez Marka, zasadach: modlitwie (a właściwie głębokiej, osobistej relacji z Panem Bogiem), przyjaźni i pracy. Na początku, gdy przyjdzie się do wspólnoty, bywa trudno. Nie dość, że człowiek jest wyniszczony, męczy go narkotykowy głód i związane z nim bóle, to zamiast środków znieczulających, słyszy słowa s. Elwiry: „Ból jest częścią terapii” i dostaje tzw. „anioła stróża”. To „starszy” chłopak (a dla dziewczyn - dziewczyna), który towarzyszy mu dzień i noc, zachęca do otwarcia się, pomaga odkryć prawdę o sobie, pracuje razem z nim, modli się, czuwa w nocy, gdy cierpienie będącego na głodzie szczególnie się nasila. Zwykle młodych złości jego cierpliwość i uśmiech, który zazwyczaj bez skutku starają się zgasić swoimi złośliwościami (aniołowi w takim zachowaniu pomaga świadomość, że on na początku zachowywał się tak samo, jak jego podopieczny). Aż w końcu nowy zaczyna się zastanawiać, skąd czerpie na to siłę. Skąd inni mają wciąż błysk radości w oczach?

Mam go zawsze przy sobie!

Reklama

Na rozmowie z Bogiem spędza się w Cenacolo dużo czasu. Rano i wieczorem chłopcy wspólnie odprawiają adorację Najświętszego Sakramentu w kaplicy (w każdym domu znajduje się - za zgodą miejscowego biskupa - Najświętszy Sakrament), w ciągu dnia wszyscy odmawiają trzy części różańca, często podczas spaceru i pracy. Do tego adoracja indywidualna, czytanie Pisma Świętego, gdy opiekujący się nimi kapłan ma czas - Msza św. Chłopcy radzili mi, bym, kiedy mam jakiś problem, klęknął przed tabernakulum i powiedział o nim - wspomina Artur. - Nie wierzyłem. Jak ma mi pomóc mówienie do białego opłatka? Wkrótce zacząłem dostrzegać, że mieli rację. Gdy odprawiam adorację, potrafię nie kłamać, walczyć, o to, co słuszne, dostrzegać, czego potrzeba innym. Przekonałem się do niej tak bardzo, że zacząłem wstawać codziennie o 5.30, by spotkać się z Jezusem jeszcze przed wspólnymi zajęciami. Od prawie 2 lat może 4 razy opuściłem te poranne spotkania. Tak zwykle zaczynają się modlić, zachęceni przez innych. Albo z wyrachowania - bo wolą zostać w ciepłej kaplicy niż pracować na dworze. Z czasem dostrzegają, że bez więzi z Bogiem trudno im dobrze żyć. Zaczynają odkrywać sens dużo trudniejszej, niż adoracja, modlitwy - różańca. - Na początku modliłem się na różańcu bez zaangażowania. Z czasem odkryłem coś więcej. Modlitwa różańcowa przypominała mi coraz bardziej bajkę o marynarzu Papaju, którą oglądałem w dzieciństwie. - Gdy Papaj zjadał szpinak, wyrastały mu ogromne muskuły. Podobne jak mi po odmówieniu różańca... - uśmiecha się Artur. - Teraz noszę go zawsze przy sobie - chłopak wyjmuje z kieszeni szary, wykonany z suszonych owoców, sznur. - Dał mi go kolega, który był we wspólnocie przez pięć lat, jemu - przyjaciel, który był tu 3 lata, tamtemu - chłopak z dwoma latami stażu. Gdy się na nim modlę, przypominają mi się wszyscy, dzięki którym żyję, wiem, kim jestem, kształtuję charakter, potrafię wybierać i odkrywam, że chcę czuć się kochanym i kochać innych...

Nie tylko dla sympatycznych

Starsi z Cenacolo starają się nawiązać dobrą relacje z każdym, podczas wspólnej pracy i zajęć w czasie wolnym (tutaj niczego nie robi się w pojedynkę), rozmawiają, próbując poznać innych, pomóc im w otwarciu się. - Koledzy z ulicy starali się z każdej relacji czerpać zysk, tu chłopcy życzą mi dobrze, starają się pomóc, pokażą błąd - mówi Marek. - Widzisz to i w końcu zaczynasz rozumieć, że trzeba nauczyć się rozmawiać i okazywać sympatię wszystkim: tym, których lubisz i tym, którzy wzbudzają w nas niechęć - wyjaśnia Grzegorz. - Łatwiej wtedy żyć, pokonać drogę i nauczyć się czegoś na przyszłość. Bo skąd mam widzieć, czy na przykład moje dziecko nie będzie mi kiedyś działało na nerwy?

Praca, moja pasja

W Cenacolo wszystkie czynności chłopcy wykonują sami. W Giezkowie wyremontowali cały dom, łącznie z odtworzeniem zabytkowej elewacji; oczyścili staw, wybudowali boisko do piłki nożnej, uprawiają warzywa. W innych domach hodują kury, krowy, malują ikony, wyrabiają różańce, w Medjugorie mają własny sklep.
Większość prac wykonują najprostszymi metodami, ręcznie. To dlatego, by poczuć smak trudu, zmierzyć z tym, czego unikali przed wspólnotą, zdobywając pieniądze na narkotyki nieuczciwymi interesami czy kradzieżą. - Tu nauczyłem się, że pracę należy wykonywać starannie, sumiennie i z sercem, dbając o narzędzia - mówi Grzegorz. - Odkryłem, że może ona stać się pasją: w niej możesz się zrealizować, czuć zadowolony, spełniony, bo udało ci się wylać łuk czy zrobić ławki do kaplicy. - Chodzi o to, by wykonując dane zadanie nie robić tego na pokaz, ale być pokornym - wyjaśnia Artur. - By, gdy widzisz, że ktoś obok jest słabszy, załadować mu połowę taczki, a sobie - całą. By się nim zająć.

W sercu robi się jaśniej

Chłopcy ze wspólnoty, z którymi rozmawiałam, podkreślają, że udało im się zmienić dopiero wtedy, gdy sami zaczęli tego chcieć, zdecydowali się pracować nad sobą. Także później, żeby wygrać ze starymi pragnieniami, trzeba tego chcieć. - Nieraz zło chciałoby mną zawładnąć, przypominając, jak swobodnie się czułem, gdy byłem na haju, jak łatwo rozmawiało się z dziewczynami, przyjemnie oglądało filmy pornograficzne - wyznaje Artur. - Niekiedy podpowiada mi, że wygodniej byłoby nie myśleć o tym, jak powinienem postępować, by nie ulec grzechowi... Wtedy pomaga mi modlitwa. Mówię „Padre Pio, pomóż mi” i odmawiam z serca „Zdrowaś Mario”. Od razu w moim wnętrzu robi się jaśniej, niepokój związany z pokusą zaczyna znikać... - Jest trudno - dodaje. - Ale na szczęście nie spotkałem chłopaka, który by - modląc się na różańcu po wyjściu ze wspólnoty - wrócił do nałogu.

2010-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Nowenna do św. Szarbela

[ TEMATY ]

św. Charbel

św. Charbel Makhlouf

Szarbel Makhlouf

św. Szarbel

Mat.prasowy

Nowennę można rozpocząć w dowolnym czasie. Uroczyście jest odprawiana w klasztorze w Annai jako przygotowanie do trzeciej niedzieli lipca, głównej uroczystości poświęconej świętemu Szarbelowi, na pamiątkę jego święceń kapłańskich 23 lipca 1859 roku.

Przedstawiajmy swe intencje miłosiernemu Bogu za wstawiennictwem świętego Szarbela. Odprawiających ją zachęca się do codziennej Komunii Świętej.
CZYTAJ DALEJ

Świadectwo Marii Magdaleny jest pełne: „Widziałam Pana”

[ TEMATY ]

rozważania

Glossa Marginalia

Domena publiczna

Św. Maria Magdalena

Św. Maria Magdalena
Pieśń nad Pieśniami osiąga tutaj jeden z najwyższych szczytów całej księgi. Oblubienica prosi: „Połóż mnie jak pieczęć na twoim sercu, jak pieczęć na twoim ramieniu”. W świecie starożytnym pieczęć potwierdzała własność, chroniła i uwierzytelniała. Zostawiała znak, który każdy umiał rozpoznać. Prośba dotyka więc trwałości więzi. Serce oznacza wnętrze człowieka, jego pamięć i wolę. Ramię oznacza działanie. Miłość ma przeniknąć jedno i drugie: być obecna w sercu i w czynie. To przynależność przeżywana całą osobą, trwalsza niż chwilowe wzruszenie. Dalej pada zdanie: „Miłość jest potężna jak śmierć”. W ludzkim doświadczeniu śmierć sięga po każdego. Pieśń zestawia z nią miłość, by ukazać jej siłę i nieustępliwość. Kolejny obraz mówi o żarliwości nieustępliwej jak Szeol - o przywiązaniu, które obejmuje serce całe i niepodzielone. W samym środku wersetu pojawia się zwrot rzadki: „płomień Pański”. Hebrajskie słowo zachowuje skróconą postać imienia Boga. Miłość okazuje się więc ogniem, którego ostateczne źródło bije w samym Panu. Wielkie wody i rzeki nie zdołają jej zagasić. W Biblii wody oznaczają zwykle chaos i zagrożenie; tutaj przegrywają. Ostatnie zdanie odrzuca handel: miłości nie kupuje się za cały majątek domu. Hipolit Rzymski, autor najstarszego chrześcijańskiego komentarza do tej księgi, w szukającej Oblubienicy widział niewiasty, które o świcie biegły do grobu Jezusa. Orygenes odczytywał te słowa jako wezwanie do więzi obejmującej pamięć, wolę i wierność. Kościół słyszy w nich także miłość Boga do duszy i do Kościoła. Ten ogień pozostaje jedyny.
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV: nie zostawiajmy ubogich i osób starszych samych

2026-07-22 15:12

Vatican Media

Wakacje nie mogą być czasem zapomnienia o tych, którzy cierpią. Nie zostawiajcie swoich osób starszych samych - apeluje Leon XIV w odpowiedzi na list jednego z czytelników włoskiej gazety „Piazza San Pietro”. Papież zachęca, by letni wypoczynek stał się szkołą braterstwa, prostoty i solidarności oraz okazją do pogłębienia wiary.

Odpowiadając na pytanie Maurizia z Rzymu o to, jak przeżywać wakacje, aby umacniały wiarę, Leon XIV podkreśla, że lato nie powinno być jedynie czasem odpoczynku od codziennych obowiązków. To także okazja do zatrzymania się, odnowienia relacji z Bogiem i doświadczenia autentycznej wspólnoty z drugim człowiekiem.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję